Gdzie jest haczyk? Przyszłość motoryzacji a ukryte koszty transformacji.

Przyszłość motoryzacji
Słowa, które mają wzbudzić w nas niepokój

Rozwój. Nowe technologie. Bezpieczeństwo. Ekologia.
Słowa powtarzane jak mantry w reklamach, na konferencjach, w ustawach, w szkołach, na piknikach – wszędzie. Mają smakować jak obietnica lepszego jutra. Słyszymy je tak często, że stają się białym szumem w tle.

Zaznaczmy na wstępie, aby nie było niejasności: nie jesteśmy przeciwnikami postępu, technologii ani innowacji. Nie szukamy też ukrytych spisków. Raczej staramy się przyjrzeć uważnie zjawiskom, które kształtują przyszłość motoryzacji, i zadać pytania, które rzadko padają na konferencjach i w reklamach. Zjawiska te według nas są częścią zmiany całej przestrzeni i środowiska, w którym przyszło nam żyć i mieszkać.

Dlatego z autostrady zjeżdżamy na uroczy postój, wyłączamy silnik (ciągle jeszcze spalinowy) i oddajemy się refleksji. Siedząc więc na postoju, nigdzie się nie spiesząc, możemy sięgnąć okiem, tam gdzie zazwyczaj nie mamy czasu sięgać i przyjrzeć się pewnym kierunkom rozwoju.

eleganckie wnętrze Mercedesa w140

Od przycisków i pokręteł do telewizora.

Rozważania rozpoczniemy od pewnego paradoksu, który stał się naszą codziennością. Oto bowiem mamy przykład niemal bezdyskusyjnie słuszny: zakaz używania telefonu w czasie jazdy. Oczywisty, rozsądny, ratujący życie. Nie da się patrzeć jednocześnie na drogę i w ekran. Tyle że producenci samochodów znaleźli „rozwiązanie” rodem z mistrzowskiego teatru ironii: wsadzili do auta ekran większy niż jakikolwiek smartfon, który posiadasz. Jasny, dotykowy, błyszczący jak witryna nowego salonu, hipnotyzujący każdym pikselem. W zasadzie to ekran większy niż przeciętny tablet w domu.

I właśnie przez ten ekran sterujesz już niemal wszystkim — od temperatury po ustawienia świateł. Dawniej wystarczył jeden klik przycisku lub płynny ruch pokrętła. Dziś to podróż przez menu, zakładki i ikonki. Kiedyś wystarczyło dotknąć przycisku i człowiek wiedział, że coś się stało. Teraz patrzysz, przesuwasz, szukasz, w końcu trafiasz w ikonę, a w tym czasie droga mija cię bokiem.

Pozostaje jeszcze prywatny asystent „hej mercedes”, ale to ciągle raczej przyszłość, jeśli chodzi o płynność i niezawodność działania. Tak czy inaczej, ekran i tak przyciąga naszą uwagę i czeka na kolejne bodźce…


Dlaczego producenci to kochają?

Z punktu widzenia producenta to cudowne posunięcie: jeden tablet w desce zastępuje dziesiątki drogich przełączników i pokręteł. A ekran, niczym iluzjonista, odciąga uwagę od tego, że reszta wnętrza została uszyta z cieńszej skóry, z plastiku o mniejszej gramaturze, z elementów prostszych i tańszych. W końcu klient ma być zachwycony tym, co widać — a nie tym, co widać dopiero po pięciu latach użytkowania.

Cały zabieg to przede wszystkim mniej elementów, mniej skomplikowanej konstrukcji. To przekłada się na mniejsze koszty. Mniej jest też wyrafinowania, mniej projektowania i komponowania przestrzeni wokół kierowcy. Krok po kroku jesteśmy świadkami większej unifikacji — już nie tylko pomiędzy modelami, ale też pomiędzy markami samochodów. Trochę jak za PRL-u – wszyscy mieli podobnie umeblowane mieszkania…

nowoczesne wnętrze Mercedes

Przyszłość motoryzacji a koszty, których nie widać

To nie dzieje się w próżni. Na producentów aut naciskają przepisy, normy emisji, organizacje ekologiczne, inwestorzy i rynek. Koszty rosną, a ceny aut nie mogą pędzić w nieskończoność – nadejdzie moment, gdy klient powie „stop”. Więc oszczędza się tam, gdzie nie od razu widać.

Jeśli nie wierzycie — dotknijcie boczka drzwi w Mercedesie z lat dziewięćdziesiątych, a potem w najnowszym modelu z salonu. Różnica w grubości skóry powie wam więcej niż niejeden raport branżowy. Albo, jeśli macie taką okazję, otwórzcie wnętrze zadbanego W124 i zwróćcie uwagę na zapach. On nadal tam jest i jest przyjemny, mimo kilkudziesięciu lat od zjechania z taśmy produkcyjnej.


Elektryki i podatki – raj, który się skończy

Paliwo — a precyzyjniej jego dystrybucja — to od dekad finansowa żyła złota państw. Prawie połowa ceny benzyny czy diesla to podatki. W cenie paliwa zawarty jest też podatek drogowy. To rozsądne i zasadne rozwiązanie, gdyż im więcej spalasz, tym więcej płacisz na drogi.

Prąd? To zupełnie inna historia. W jego cenie podatki to zaledwie 25–30%. Akcyza w gospodarstwach domowych jest symboliczna. Nie ma też podatku drogowego. Tymczasem cięższe samochody elektryczne zużywają nawierzchnię bardziej niż lżejsze auta, jednak nie partycypują w kosztach utrzymania i rozbudowy infrastruktury drogowej. Co więcej — dostają dopłaty, darmowe parkowanie, bonusy w ładowaniu.

Są też ci, którzy dziś są w zupełnie innej lidze — właściciele własnych instalacji fotowoltaicznych, którym udało się tak zoptymalizować zużycie i magazynowanie energii, a przy tym mają szczęście mieszkać w miejscu, gdzie sieci nie są przeciążone i nie dochodzi do odłączenia falownika w szczycie. Panele pracują pełną parą, a kiedy słońce jest w zenicie, licznik kręci się wstecz jak w bajce o wiecznym lecie, a elektryk ładuje się w garażu.

Brzmi jak raj, prawda? Tylko że gdy wszyscy przesiądą się już na elektryki, a prąd stanie się głównym paliwem — trudno wierzyć, że ten raj nie zostanie opodatkowany, przycięty, ograniczony.

przyszłość motoryzacji

Przyszłość motoryzacji a realny rachunek

Załóżmy, że transformacja się udała: farmy wiatrowe na horyzoncie, panele na każdym dachu, elektrownie atomowe działające jak szwajcarski zegarek, stacje ładowania na miejscu dawnych stacji benzynowych. Sieci przesyłowe rozbudowane, magazyny energii pełne. Ile wtedy będzie kosztował 1 kWh, gdy promocje i dopłaty przejdą do historii?

Ktoś powie: „Państwo zapłaci. Unia zapłaci.” Ale państwo i Unia to nie magiczne skarbce – to budżety, które istnieją tylko dzięki temu, ile można zebrać od obywateli. Transformacja to konkretny koszt.

Czy korporacje nie zainwestują? Oczywiście, że tak – ale czy bezinteresownie? Podstawą istnienia działalności gospodarczej jest przynoszenie dochodu. Jeśli więc pieniądze są inwestowane, to po to, aby w przyszłości przyniosły zyski. Finalnym klientem każdej dużej firmy jesteśmy my — pojedynczy ludzie. Na kogo więc spadnie ciężar tej wielkiej zmiany?


Jak pisał Białek – zawsze jest haczyk

Nie chcemy dawać tu gotowych odpowiedzi ani rozwiązań, bo nie taka nasza rola. Nie potrafimy też przewidzieć, jaka jest przyszłość motoryzacji. Możemy jedynie zadawać pytania, którymi się z Wami dzielimy. Zatem, gdy następnym razem dotkniecie ekranu swojego auta, żeby włączyć klimatyzację, zadajcie sobie pytanie: czy to na pewno wy sterujecie autem… czy może to auto — i system, który je stworzył — już dawno steruje wami?

Bo w motoryzacji, jak i w całej technologii, zawsze jest haczyk.
Jak pisał Łukasz Białek w książce Tech, problem zaczyna się wtedy, gdy przestajemy pytać o koszty i patrzymy tylko na obietnice.
A te najdroższe haczyki to te, których nie widać, póki nie poczujemy szarpnięcia. Czasem, gdy ryba już jest w sieci, dopiero wtedy zdajemy sobie sprawę, kto tak naprawdę płaci rachunek.


futurystyczny samochód koncepcyjny  Mercedes AVTR

Mercedes Concept Car AVTR – źródło z linku poniżej

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry